crazywolf.pl

szkolenie psów, zoopsycholog, opiekun zwierząt

Lunka

Tego nie zapomnę do końca życia – ten brak pomocy mojemu kochanemu psu

Przestraszyłam się, siedziałam przy niej i ryczałam. Wszystko zaczęło się 8.03.2012r. o godz. 21.40 – szok. Urodzona 27.04.2010 r. Ona miała dopiero 2 lata, taki mały szczeniak i …

Pierwszym objawem były wymioty, jednak tym się nie przejęłam, gdyż „czasami” jest to normalne, później zaczął się dla mnie jak i dla niej horror. Nie potrafię tego opisać dokładnie, a może i nie chcę, bo wspomnienia sprawiają ból …. W pierwszej chwili myślałam, że ją straciłam.

Upadła na prawy bok, ciało zesztywniało, „waliła” łapami o podłogę i te oczy, jej spojrzenie, na pysku pojawiła się piana i oddała mocz oraz kał. To tak skrótowo, nie wiem czy słyszała jak do niej mówiłam, głaskałam, przytulałam – taki był mój odruch, aby ją uspokoić. Później lekarz powiedział, że raczej była nieświadoma – nie wiem, ja mam wrażenie, że trochę była, bo uspokoiła się i po ok. 2 min, wstała jakby nigdy nic.

Oczywiście na drugi dzień wyjazd od razu do lekarza – przepisała Luminal w czopkach, jednak od tego dnia zaczyna się mój lęk o moją kochaną psinę.

24.04.2012 r. – zwymiotowała, więc dla mnie już mały sygnał, że może coś być i było – pojawił się II atak – objawy te same, tylko ja już inna, bo wiem co robić, oczywiście szybko czopek – nie udaje się podać, bo wraz z kałem go wyrzuca – niecałą minutę trwa to wszystko – wstaje i jest ok. Wizyta u lekarza, rozmowa o tym czopku – przepisuje Relsed doodbytniczo.

19.07.2012 r. – kolejny III atak – im więcej czytam po tym Internecie, to jestem durniejsza i bardziej przestraszona – ok. może nie te strony czytam, prawda jest jednak taka, że tego dnia, znów wymioty i atak. Zastanawianie się, czy gnać do lekarza po tabletki, czy zostawić, gdyż właśnie wyczytałam – kilka wypowiedzi weterynarzy – że gdy ataki nie są „długie i silne” to nie należy „faszerować” tabletkami – głupieje i zapisuje tylko w książeczce kolejne daty ataków. Czy czas, który jej daję, zaszkodzi, czy pomoże ? Ciągłe pytania, a czas mija …

10.10.2012 r. i znów to samo – zwymiotowała i atak, nie wytrzymałam i pojechałam do wet. Opowiedziałam o swoich obawach z tymi tabletkami i że w sumie Lunka nie ma ostrych ataków, tak jak to ludzie opisują, że raczej bym nie chciała jej podawać, jednak nie ja jestem lekarzem – decyzja zostawiamy tak jak jest, nadal podawać Relsed przy atakach – pomaga.

31.12.2012 r. – 5 rano

2013 r.

 24.02.2013 r. – 3.50 rano

9.04.2013 r. – godz. 19

19.05.2013 r. – 6 rano – ten trochę mnie zaniepokoił, gdyż wcześniejsze ataki było co 2 lub 3 miesiące.

12.06.2013 r. godz. 15 – A ten atak mnie przestraszył, zawsze były te objawy, że zwymiotowała, więc ja już szybciej przygotowałam Relsed niż ona dostała ten atak. Wszystkie te ataki tak jak wcześniej pisałam były poprzedzone „rzygnięciem” (przepraszam za słowo) – ten był inny, leży sobie obok stołu i zaczęło się – podobny był do tego pierwszego, trwało to prawie 3 minuty – wieczorem wizyta u lekarza,

– przepisany Luminal 15 mg w tabletkach – podawać dwa razy dziennie i tak najprawdopodobniej do końca życia …. i obserwacja.

4.07.2013 r. – godz. 1.30 rano, znów atak, ale słaby, taki co poprzednio, czyli zwymiotowała i zaczyna się atak.

Po paru dniach znów wizyta u lekarza po receptę i rozmowa, bo oczywiście ja myślałam, że po tych lekach już ataków nie będzie, niestety myliłam się. Tylko że ja już na to wszystko patrzę trochę inaczej, spokojniej i z nadzieją, aby nie było gorzej … no może z tą spokojnością to nie tak do końca oczywiście, bo za niecały miesiąc znów będę się zastanawiała czy będzie miała atak, czy też nie.

Jednak po każdym ataku, gdy już dochodzi do siebie, widzi mnie, głaszcząca i mówiącą spokojnym głosem – chcę aby wiedziała, że „z tym” nie jest sama, że jestem z nią i cholernie mocno JĄ KOCHAM

A już myślałam …. że udało nam się pozbyć tej jak okropnej choroby – niestety ….

3.11.2013 r. – godz. 16.30 – ok. 2 min.

22.11.2013 r. – godz. 19 – króciutki – ok. sekundy, jednak nie zmienia to faktu – atak był

Mam dosyć, jestem załamana, siedzę i ryczę, nie śpię od dwóch dni, boję się zasnąć, ta bezradność i bezsilność mnie zabija – dlaczego nie ma kogoś mądrego z lekarzy, kto by powiedział że to chwilowe, minie i się o tym zapomni – nie chce JEJ stracić, nie mogę – w jakimś celu pojawiła się u mnie, długo na nią czekałam, więc dlaczego … miałaby teraz odejść, nie rozumiem. Zadaje sobie pytania, na które nie umiem odpowiedzieć – Boże pomóż ….

26.12.2013 r. – godz. 12 – wymioty żółcią – ok. 1 min.

godz. 21.40 ok. 1 min

27.12.2013 r. – 2 nad ranem – ok. 0,5 min

4 rano – ok. 0,5 min

7.40 – ok. 1 min

Tak zaczęła się historia mojej Lunki chorej na padaczkę. Z informacji uzyskanych od innych osób, lekarzy – wiem, że „raczej” to nie minie.

Załamać się nie mogę, bo kto Jej pomoże. Staram się, aby każdy dzień był normalny, bo przecież to „tylko” choroba – z którą można żyć.

Jedno co mogę obiecać – to się nie poddam !!!